Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym na facebookowej Fotograficznej Grupie Wsparcia. Ciekawe jak długo wytrwam... Pierwszy temat wyzwania - #zbliska - niestety niezbyt się udał, jako że do dyspozycji miałam jedynie telefon z obiektywami z Biedronki i powiedzmy, że jakość nie była specjalna... Ale za drugim razem bardziej się postarałam :-). Temat nie był prosty, a oto jak go zinterpretowałam:
Spis przepisów
niedziela, 17 stycznia 2016
środa, 23 grudnia 2015
Prezenty Last Minute
Przepisy, nieco tylko zmienione, pochodzą z Zielonego Zagonka - polecam zajrzeć tam też po inne pomysły na eko-życie.
Peeling kawowo-miodowy
- 1/2 szklanki kawy ziarnistej, zmielonej
- 1/2 szklanki cukru
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- 4 łyżki miodu
- kilka kropel olejku eterycznego pomarańczowego
Wymieszać. W przepisie zagonkowym były trzy krople olejku goździkowego, ale ja wolę pomarańczowy. Dodałam też ich na pewno więcej niż trzy - do momentu, w którym zapach był taki, jak chciałam.
Peeling lawendowo-geraniowy
- 2 łyżki suszonych kwiatów lawendy
- 1 szklanka cukru
- 1/4 szklanki oliwy z oliwek lub oleju sezamowego
- 20 kropli olejku lawendowego
- 10 kropli olejku geraniowego
Podane proporcje starczają na słoiczek peelingu.
czwartek, 17 grudnia 2015
Korzenna zupa dyniowa na słodko
U mnie w domu czuć już Święta. Iluminacja przed domem zrobiona, najnowszy zakup - latarenka - wkomponowana w Xmasową dekorację na kominku, wieniec adwentowy upleciony (już dawno!), pierniczki upieczone... A mnie jeszcze cynamonu, kardamonu, imbiru się chce!
Zrobiłam więc niedawno korzenną zupę dyniową na słodko. U mnie w lokalnym sklepiku dynia jeszcze jest, dobrze by było tylko wybrać taką mniej wodnistą albo ugotować dynię w mleku - żeby zupa była konkret. Polecam samodzielne eksperymenty :-)
Korzenna zupa dyniowa na słodko
- ok. 1,3 kg dyni
- do 0,5 l wody - tak żeby tylko lekko przykryła dynię
- śmietanka
- 1 łyżka przypraw (np. gotowej do ciasteczek korzenmych)
- 2 łyżki syropu z agawy lub cukier do smaku
Dynię obrać i pokroić. Ugotować w wodzie lub w mleku do miękkości, po czym zmiksować. Gdyby zupa była za rzadka, zbyt wodnista, można poratować się wrzucając do zmiksowanej zupy jeszcze trochę dyni, gotując do miękkości i znów miksując. Doprawić śmietanką, przyprawami i syropem z agawy.
Chciałabym móc napisać, że moja latorośl zajadała zupkę z apetytem, ale niestety, misie były bardziej zainteresowane... Chyba nie lubi dyni. Za to mnie i małżonkowi uszy się trzęsły :-)
niedziela, 13 grudnia 2015
Halaszle - węgierski kociołek rybny
Dawno mnie tu nie było... Koniec roku zawsze oznacza dla mnie dużo zajęć, bo do normalnej pracy dochodzą jeszcze świąteczne kosze. Dodaj do tego zawirowania informatyczne i blog niestety idzie w odstawkę. Ale. Nie znaczy to, że nie myślę i nie kombinuję co by tutaj ciekawego zrobić ;-). Światło nie rozpieszcza, kiedy zabieram się za obiad na ogół już jest ciemno, więc wracam dzisiaj do gotowania w plenerze. Ponoć właśnie jesień i zima to najlepszy sezon na "kociołki", bo nie ma nic przyjemniejszego, niż ogrzać się przy ognisku i zjeść rozgrzewający gulasz. Z racji tego, że plener odbył się nad jeziorami, nie mogło to być nic innego, niż gulasz rybny. Przepis od Kasji1986. Nas była piątka, zjedliśmy po 2-3 dokładki i jeszcze zostało dla Babci :-)
Halaszle
- około kilograma różnych ryb słodkowodnych (sandacz, lin, karp...)
- 2 łyżki masła lub smalcu
- 2 łyżki pokrojonej cebuli
- 4 ząbki czosnku
- 2 łyżki słodkiej papryki mielonej
- 1,5 litra wody
- sól morska
- włoszczyzna pokrojona w zapałkę
- 2 świeże chili
- 2 pomidory
- zielenina (pietruszka, lubczyk, szczypiorek)
- kilka ziaren pieprzu kolorowego i ziela angielskiego
- liść laurowy
- świeże pieczywo
Jeśli nie mamy filetów, trzeba ryby wypatroszyć i wyfiletować. Rozpalić porządne ognisko, żeby było dużo żaru, poczekać aż przygaśnie nieco i powiesić nad nim kociołek. Do kociołka wrzucić masło lub smalec i podsmażyć na nim drobno posiekaną cebulę i zmiażdżony czosnek. Dodać słodką paprykę, wymieszać, zalać wodą i dorzucić do ogniska kolejną kłodę. Posolić, dodać ryby, pokrojoną włoszczyznę i przyprawy (pieprz, ziele angielskie, liść laurowy). Doprowadzić do wrzenia, a potem znów pozwolić, żeby ogień przygasł. Zostawić zupę ledwie bulgoczącą na 2 godziny. Nie mieszać, żeby ryby się nie rozpadły! Od czasu do czasu można poruszyć garnkiem. Gotową zupę posypać ulubioną zieleniną i podawać ze świeżym pieczywem.
Było fajnie :-).
poniedziałek, 9 listopada 2015
Pierś z gęsi w syropie z cytrusów podawana z gnocchi
Przepis z... Lidla. Ale autorem jest Pascal Brodnicki, więc postanowiłam zaryzykować, zresztą zapowiadał się całkiem smacznie. I wbrew pozorom jest dość prosty i przyjemny w wykonaniu (chyba że, tak jak ja, nienawidzicie babrać się palcami w ziemniakach, wtedy po prostu trzeba się zmusić :-) ). Jedyna trudność, to zgrać wszystko w czasie. Ale to już rozgryzłam: trzeba zacząć od przygotowania gnocchi, potem wstawić syrop (będący właściwie w konsystencji sosem), potem gęś, a pod koniec smażenia gęsi - wrzucić gnocchi na wodę. Potem jeszcze tylko chwila dla fotoreporterów i gęś na Św. Marcina gotowa :-)
Pierś z gęsi w syropie z cytrusów podawana z gnocchi (2 porcje)
- 2 piersi z gęsi, umyte i osuszone, pozbawione koci
- 0,5 kg ziemniaków
- 175 g mąki
- 1 jajko
- niecałe 2 łyżki octu balsamicznego
- 0,5 pomarańczy
- 0,5 różowego grejpfruta
- 2 łyżki miodu
- 2 łyżeczki posiekanej mięty
Ziemniaki umyć, ułożyć na pergaminie na blasze i piec ok. 1h w 180 stopniach (można też ugotować, ale takie upieczone chyba się lepiej obiera). Ostudzić, obrać ze skórki i zetrzeć na tarce albo przecisnąć przez praskę. Dodać jajko, niecałą łyżeczkę soli, mąkę i - that's the hard part - zagnieść ręką w gładką kulę. Gdyby mąki było mało, trzeba dodać - ziemniaki lubią różnić się między sobą i niektóre potrzebują tej mąki więcej. Wstawić na pół godziny do lodówki. Podzielić na cztery części, rozwałkować i pokroić w pojedyncze gnocchi.
Z pomarańczy i grejpfruta wycisnąć sok, wlać do garnuszka, dodać miód i ocet balsamiczny, odrobinę soli, zagotować. Próbowałam zredukować do konsystencji syropu, ale to niewykonalne :-). Gotować więc przez chwilę, a na sam koniec wrzucić posiekaną miętę.
Skórę na piersi z gęsi ponacinać w kratkę, wyłożyć na rozgrzaną grillową patelnię skórą do dołu. W przepisie czas grillowania wynosi 5 minut, a potem jeszcze 5-7 "odpoczywania" na kratce. Nasze piesi były spore, więc grillowaliśmy po ok. 8 minut z każdej strony, a potem chwila w folii aluminiowej i były idealne.
Pod koniec grillowania gnocchi wrzucić na osolony wrzątek i wyjmować kiedy wypłyną.
niedziela, 8 listopada 2015
Frittata z dynią, jarmużem i kozim serem
To jest najlepsza frittata, jaką kiedykolwiek jadłam. Serio. A odgrzewana dnia następnego jest jeszcze lepsza. Mój nieomylny nos nie zawiódł mnie i tym razem, kiedy przeglądając sobie Huffington Post trafiłam na linka do strony Homemade, gdzie znalazłam ten znakomity przepis. Sezon na dynię w pełni, więc zachęcam, polecam, namawiam! Dietetyczny może do końca nie jest, ale co tam - nie każdy musi być :-).
Frittata z dynią, jarmużem i kozim serem
- 600 g dyni pokrojonej w kostkę
- 3 łyżki oliwy
- 100 g liści jarmużu
- 6 dużych jajek
- 200 ml double cream (ja użyłam 30%, ale dałam mniej, połączyłam z mlekiem)
- 25 g tartego parmezanu
- 1/4 łyżeczki płatków chilli albo chilli w proszku
- 1 zmiażdżony ząbek czosnku
- 150 g miękkiego koziego sera
W garnku zagotować osoloną wodę, wrzucić liście jarmużu i blanszować przez 3 minuty, po czym odsączyć. Zmniejszyć temperaturę do 180 stopni (lub wyłączyć, jeśli nie macie patelni, którą można wstawić do piekarnika). Do miski wlać śmietankę, dodać całe jajka, chilli i parmezan, posolić i wymieszać trzepaczką.
Pozostałą oliwę pogrzać na patelni, dodać ząbek czosnku. Smażyć 30 sekund, dodać jarmuż i smażyć jeszcze 3-4 minuty. Przełożyć zawartość patelni do miski z masą jajeczną, dodać dynię. Wlać na patelnię i na wierzchu ułożyć kawałki sera. Jeśli dysponujecie patelnią, którą można wstawić do piekarnika, frittatę należy piec ok. 20-25 minut w 180 stopniach z termoobiegiem. Jeśli jeszcze się takiej nie dorobiliście (jak ja), to frittata zetnie się również na kuchence, na małym ogniu, przykryta pokrywką.
czwartek, 5 listopada 2015
Pierwsza sesja ślubna :-)
To było w lipcu. W ten dzień, w którym punktualnie o godzinie 18.00, jak przewidywał serwis Accuweather, lunęło jak z cebra i rozpętała się najgorsza burza tego lata. Skończyliśmy równo 5 minut przed. Ja zapamiętam moc wzruszeń, świetną zabawę i na koniec strugi deszczu spływające mi po plecach, kiedy pochylona chroniłam pod sobą schowany w plecaku aparat. Jak zapamiętali to oni? Nie wiem, ale mam nadzieję, że jako najpiękniejszy dzień swojego życia. A deszcz w dniu ślubu wróży szczęście :-).
Poniżej znajduje się trzyminutowy filmik (mega skrócona wersja tego, co dostali ode mnie Państwo Młodzi) oraz dla niecierpliwych - kilka kadrów z sesji. Zróbcie to jednak dla mnie i w wolnej chwili obejrzyjcie prezentację - myślę, że warto :-)
Makijaż: Agata Pustoła
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































