środa, 6 lipca 2011

Na Warmii

Warmia to dla mnie jeden z najpiękniejszych zakątków Polski. Niewiele może się równać z jej rzeźbionymi jęzorami lodowców krajobrazami - pagórkami i dolinami, mrocznymi lasami i odpoczywającymi w ich cieniu bagnami, nieboskłonem odbijającym się w taflach jezior - a przede wszystkim dobrze rozumianą swojskością, poczuciem, że oto jestem na swoim miejscu.

Warmię najlepiej przemierzać pieszo lub rowerem, żeby móc wdychać jej zapachy, wsłuchiwać się w muzykę niezmordowanych świerszczy, czuć ciepło ziemi i chłód traw. A ona zawsze uraczy nas jakąś niespodzianką, wyłaniającą się zza zakrętu, kiedy pędzimy przed siebie bez planu i mapy. Hej, przygodo!



poniedziałek, 4 lipca 2011

Droga Napoleona

Najkrótszy sposób, żeby dostać się z Lazurowego Wybrzeża na północ Francji (w naszym przypadku - do Paryża). Majestatyczne góry, piękne widoki i... czające się wokół niebezpieczeństwa. Po pierwsze na licznych ostrych i wąskich zakrętach, a po drugie - w przydrożnych hotelach...




Tak, tak, to historia niczym żywcem wyjęta z "Psychozy" Hitchcocka... Po kilku bezskutecznych próbach znalezienia noclegu we Frejus i Grasse ruszyliśmy w góry przekonani, że będziemy musieli pokonać krętą Drogę Napoleona nocą. Zrezygnowani, spróbowaliśmy w ostatnim hotelu - "Relais de Napoleon". Uchylam drzwi (słyszycie to skrzypienie?), wokół ciemno, widać tylko słaby poblask telewizora. Wsuwam jedną stopę do środka. Cisza. Nagle, zupełnie niespodziewanie, coś rzuca się na mnie z trzepotem i wgryza w mały palec u nogi. Zaczynam krzyczeć jakby mnie ze skóry obdzierano, zapalają się światła i... okazuje się, że to papuga! Kolejna rada dla podróżujących po Francji - poszukując noclegu zamiast japonek zakładajcie ciężkie, wojskowe buty ;-).




piątek, 10 czerwca 2011

Koty



Kochane, śmieszne, rozbrajające, mięciutkie, czułe, humorzaste, zbierające koktajl zapachów (różnych!) na swoim futerku...

Jeden, w którego istnienie niejednokrotnie wątpiono...




... i jeden, którego istnienia nie da się nie zauważyć ;-)


środa, 8 czerwca 2011

Szparagi po raz ostatni

Po raz ostatni, bo jadłam ich ostatnio tyle, że mam już serdecznie dość :-). Na szparagowe pożegnanie podaję więc przepis, będący wariacją poprzedniego - moim zdaniem najbardziej udany. Jednym słowem - hit sezonu.

Poniższe proporcje są na nieco większą tartę o średnicy ok. 27 cm. Na tartę mniejszą, taką jak na zdjęciach (o średnicy 23 cm) dałam mniej więcej 2/3 składników z przepisu.

Przepis na tartę szparagową

- opakowanie ciasta francuskiego (niecałe) lub ciasto kruche jak w tym przepisie (patrz niżej)
- 6 jajek
- 1/2 szklanki śmietanki 30%
- niecały pęczek zielonych szparagów
- ok 60 g surowej, podwędzanej szynki
- tymianek
- sól, pieprz
- oliwa truflowa

Formę do tart wyłożyć ciastem francuskim, ponakłuwać widelcem, podpiec ok 15-20 min w 200C aż się zrumieni. Całe jajka wymieszać ze śmietanką i pokrojoną w paski szynką, posolić niecałą łyżeczkę, trochę popieprzyć. Dodać około łyżeczki suszonego lub świeżego tymianku. Szparagi umyć, odłamać końce, odkroić główki z kawałkiem łodygi (żeby wyglądały dekoracyjnie), a resztę pokroić w niezbyt cienkie plasterki. Plasterki dodać do masy jajecznej, wylać na podpieczone ciasto, na wierzchu ułożyć główki szparagów. Piec ok 25 min w 200C, aż masa się zetnie. Następnie amatorzy oliwy truflowej mogą skropić nią swój kawałek tarty ;-).

Proste, łatwe i przyjemne, a jakie smaczne!

P.S. W tej chwili robię tę tartę  ze spodem z ciasta kruchego jak tutaj. Ciasta wychodzi trochę za dużo jak na taką formę, dzielę więc i resztę zamrażam. Spód podpiekam przez 20 minut w 190 stopniach, a dalej jak powyżej.