Spis przepisów
czwartek, 24 lutego 2011
sobota, 19 lutego 2011
Wspomnienia z Montmartre'u
piątek, 18 lutego 2011
Supraskie muzeum ikon
Robi wrażenie. Wchodzi się do niepozornego budyneczku za odnowioną cerkwią. Tam czeka przewodnik, który oprowadza nawet najmniejsze grupki (oprócz nas była jeszcze jedna para).
Wchodzimy i... ogarnia nas zdumienie. Muzeum jest interaktywne i multimedialne. Pierwsza sala przypomina grobowiec. Zapalają się światła, wydobywając z mroku ikony. Wokół rozlega się śpiew mnichów...
Kolejne sale również pogrążone są w ciemnościach i ożywają dopiero, kiedy się w nich pojawiamy. W każdej inna pieśń, w każdej inne ikony. Oprócz ikon - krzyże. Przewodniczka wyjaśnia ich znaczenie i opowiada o technice "pisania" ikon. Każda z nich jest wykonana z niebywałą starannością, pełna duchowej symboliki. Prawdziwa uczta dla oczu i serca...
niedziela, 6 lutego 2011
Twinkle, twinkle little star...
poniedziałek, 31 stycznia 2011
czwartek, 6 stycznia 2011
Nicea

Nicea, jak na stolicę Lazurowego Wybrzeża przystało, kojarzy mi się głównie z błękitem. Błękitem morza, błękitem nieba, błękitem parasolek na licznych, hotelowych plażach...

Spędziliśmy tu zaledwie dwa dni, ale tyle wystarczyło, żeby zachłysnąć się tym wyjątkowym miastem. W Nicei można robić wszystko - popijać kawę w eleganckiej restauracji, sunąć wzdłuż Promenade des Anglais na rolkach, przyglądać się byłym i obecnym milionerom, albo też zanurzyć się w cudownie ciepłym (nawet jak na drugą połowę września) lazurowym morzu na słynnej Paloma Beach...

Po wycieczce w góry przewędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża niemal całe miasto - od domu Rotszylda do samego hotelu Negresco. Najpierw minęliśmy port, nad którym wznosi się latarnia, wskazująca luksusowym jachtom drogę.

Znad lądu nadciągnęła ciemna chmura, zwiastując zapadnięcie nocy. Całe wybrzeże rozświetliło się neonami, pojawili się uliczni sztukmistrze, a wokół rozbrzmiały dźwięki tamtamów i jazz...

Po tak długim spacerze musieliśmy odpocząć. Usiedliśmy na ławeczce i przesiedzieliśmy tak dobre pół godziny, wpatrując się w księżyc i słuchając szumu fal.

A po drugiej stronie ulicy stał rozświetlony hotel Negresco, symbol zupełnie innego świata. Ech, chciałoby się tam wrócić...
niedziela, 12 grudnia 2010
Eze - miasto na orlej skale

Naszą wielką podróż przerwałam pod słońcem Toskanii, a podejmuję ją na Lazurowym Wybrzeżu. Po przybyciu do Nicei zostaliśmy zabrani na wycieczkę w góry, skąd mogliśmy podziwiać zarówno panoramę miasta, jak i - wyżej - sporą część Cote d'Azur, z Monaco włącznie. Wspięliśmy się krętą drogą wysoko, wysoko, aż do Eze, miasta, które przypomina orle gniazdo przycupnięte na stromej skale.

Eze to średniowieczne miasteczko z labiryntem stromych, wąskich, brukowanych uliczek. Turysta, który zagłębi się w cienie, jakich łaskawie udzielają ochrowe, kamienne mury, z łatwością może się zgubić i nawet tabliczki prowadzące na przykład do tropikalnego ogrodu botanicznego nie pomagają odnaleźć drogi...

Klimatem Eze przypomina St. Paul de Vence, usytuowane nieco bardziej na zachód. Oba miasteczka przywodzą na myśl średniowieczne rycerskie opowieści, legendy o księżniczkach, smokach i księciach na białym koniu...

A z góry rozpościera się fantastyczny widok na Saint-Jean-Cap-Ferrat (i słynną Paloma Beach ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





