Wydawało się, że absolutnie nigdzie nie uda się już ich dostać. To upał i susza, to ulewne deszcze... A tu proszę, Mamie mojego A. udało się na giełdzie dostać przepiękne truskawki oraz trochę agrestu, na który polowałam od dłuższego czasu z zamiarem przerobienia go na agrestówkę. A. powiedział, że z truskawek nie da zrobić konfitur, tak więc czeka nas teraz makaron z truskawkami w kilku odsłonach (jego ulubione letnie danie, do którego zresztą nie daje mi się dotykać i sam je przygotowuje).
Spis przepisów
środa, 4 sierpnia 2010
wtorek, 3 sierpnia 2010
Jagodowych przygód ciąg dalszy
Jagody niedługo się skończą... Warto więc skorzystać jeszcze z ich obecności na straganach i przygotować kilka owocowych smakołyków. Nazbierałam trochę zdjęć i może zdążę jeszcze umieścić wypróbowane przeze mnie przepisy zanim małe, granatowe kuleczki znikną z targowisk na kolejny rok.
Dzisiaj proponuję buchty z sosem jagodowym. Przepis pochodzi z programu "Smaki czasu" Karola Okrasy. Muszę powiedzieć, że "kluchy na parze" były bardzo smaczne - mało słodkie, co w zupełności skompensowane zostało przez bardzo słodki sos. Myślę, że podobnie można przygotować knedle oraz austriacki specjał, nadziewany konfiturą śliwkową i polany sosem waniliowo-makowym (może kiedyś spróbuję ;-).

Przepis na buchty z sosem jagodowym
• 200 ml ciepłego mleka
• 30 g świeżych drożdży
• 4 łyżki cukru
• 1 szklanka mąki pszennej
• 1 jajko
• 100 g masła
• 200 g jagód
• 1 pęczek świeżej bazylii (ja wykorzystałam parę listków)
• ½ łyżeczki mielonego kardamonu
• 1 cytryna
• 3 łyżki słodkiej śmietanki 30%
• Sól do smaku
Sposób przygotowania:
1. Drożdże kruszymy i wrzucamy do miski, zalewamy ciepłym mlekiem (temperatura około 37°C), a następnie mieszamy, dodając 1 łyżkę cukru i szczyptę soli. Do tego stopniowo dodajemy mąkę i mieszamy, tak aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Dodajemy 50 g roztopionego masła i jajko. Całość dokładnie wyrabiamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 - 30 minut, przykryte lnianą ściereczką (można ustawić miskę na garnku z gorącą wodą - znakomity patent!).
2. Kiedy ciasto odpowiednio urośnie, formujemy z niego kulki i kładziemy je na posypanej mąką desce - ręce też dobrze jest posypać mąką, gdyż ciasto nie będzie się do nich lepić.

3. Tak przygotowane kluchy odstawiamy na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, po czym układamy na garnku z wrzątkiem mocno obwiązanym gazą bądź ściereczką. Przykrywamy dużą miską i gotujemy kluchy na parze 10 - 15 minut. Ja użyłam do tego bambusowego parowara - polecam wyłożenie go papierem do pieczenia, żeby buchty nie przywierały.
4. Sos jagodowy: do garnka wrzucamy 3 łyżki cukru i rozpuszczamy go na ogniu na jasny karmel, doprawiając kilkoma łodygami bazylii, startą skórką cytryny i mielonym kardamonem. Dorzucamy jagody, odrobinę wody i na wolnym ogniu gotujemy, aż płyn częściowo odparuje. Na koniec doprawiamy sos słodką śmietanką (z tego elementu zrezygnowałam), masłem, startą skórką sokiem z cytryny oraz posiekanymi listkami bazylii.
5. Na talerze wylewamy sos, a nim układamy buchty.

Przepis na buchty z sosem jagodowym
• 200 ml ciepłego mleka
• 30 g świeżych drożdży
• 4 łyżki cukru
• 1 szklanka mąki pszennej
• 1 jajko
• 100 g masła
• 200 g jagód
• 1 pęczek świeżej bazylii (ja wykorzystałam parę listków)
• ½ łyżeczki mielonego kardamonu
• 1 cytryna
• 3 łyżki słodkiej śmietanki 30%
• Sól do smaku
Sposób przygotowania:
1. Drożdże kruszymy i wrzucamy do miski, zalewamy ciepłym mlekiem (temperatura około 37°C), a następnie mieszamy, dodając 1 łyżkę cukru i szczyptę soli. Do tego stopniowo dodajemy mąkę i mieszamy, tak aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Dodajemy 50 g roztopionego masła i jajko. Całość dokładnie wyrabiamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 - 30 minut, przykryte lnianą ściereczką (można ustawić miskę na garnku z gorącą wodą - znakomity patent!).
2. Kiedy ciasto odpowiednio urośnie, formujemy z niego kulki i kładziemy je na posypanej mąką desce - ręce też dobrze jest posypać mąką, gdyż ciasto nie będzie się do nich lepić.
3. Tak przygotowane kluchy odstawiamy na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, po czym układamy na garnku z wrzątkiem mocno obwiązanym gazą bądź ściereczką. Przykrywamy dużą miską i gotujemy kluchy na parze 10 - 15 minut. Ja użyłam do tego bambusowego parowara - polecam wyłożenie go papierem do pieczenia, żeby buchty nie przywierały.
4. Sos jagodowy: do garnka wrzucamy 3 łyżki cukru i rozpuszczamy go na ogniu na jasny karmel, doprawiając kilkoma łodygami bazylii, startą skórką cytryny i mielonym kardamonem. Dorzucamy jagody, odrobinę wody i na wolnym ogniu gotujemy, aż płyn częściowo odparuje. Na koniec doprawiamy sos słodką śmietanką (z tego elementu zrezygnowałam), masłem, startą skórką sokiem z cytryny oraz posiekanymi listkami bazylii.
5. Na talerze wylewamy sos, a nim układamy buchty.
niedziela, 1 sierpnia 2010
Powstanie Warszawskie
Dziś 66. rocznica Powstania. Z tej okazji w niezwykle zatłoczonym Muzeum Powstania można było samemu wydrukować na powstańczej prasie takie oto plakaty:

Co do samego Powstania, to raz udało mi się usłyszeć historię o tym, jak to wtedy było, od mojej Babci, która pełniła podówczas funkcję łączniczki. Szkoda, że nie bardzo chce opowiadać, ponieważ to jest kawał prawdziwej, żywej historii, o czym zresztą znakomicie świadczy samo Muzeum.
sobota, 31 lipca 2010
Rocznicowa uczta
Biorąc pod uwagę kulinarny wymiar niniejszego bloga, nadeszła pora, aby zdradzić jak uczciliśmy naszą rocznicę od spożywczej strony.
Otóż uczciliśmy ją niezwykle wykwintnie, a wszystko dzięki prezentowi z firmy La Maree (że uskutecznię trochę prywaty ;-). Dostaliśmy zestaw nie do przejedzenia, więc zaczęliśmy już w wilię uroczystości od znakomitego St. Pierre'a - czyli piotrosza - który ponoć nosi ślad palców Świętego Piotra. Legenda głosi, że na prośbę Chrystusa chwycił on rybę, by wyciągnąć z jej pyska grudkę złota, pozostawiając na jej boku odcisk swojego kciuka i palca wskazującego.

Być może dzięki tej właśnie historii piotrosz smakuje bosko! Nie przepadam za rybami, ale tę mogłabym jeść na okrągło - ma delikatne, ale jędrne mięso i szlachetny smak. Zjedliśmy ją (z ledwością) z batatami i brokułami ugotowanymi na parze. Do tego podałam zrobiony na bazie sosu beszamelowego sos serowy (z parmezanem i serem pleśniowym), do którego starłam trochę skórki i dodałam kilka kropel soku z limonki. Bardzo dobrze komponuje się z rybą, choć trzeba uważać, żeby nie był za kwaśny.

W dzień rocznicy rozpieszczaliśmy swoje kubki smakowe na potęgę. Zaczęliśmy od kir royal, a potem przystąpiliśmy do spożywania kotlecików jagnięcych (zamarynowanych dzień wcześniej w oliwie, czosnku i rozmarynie) w towarzystwie pieczonych ziemniaków z rozmarynem oraz miętowego sosu do jagnięciny pochodzącego prosto ze Szkocji. Do tego wino Carmen Nativa z miętową nutą...

Na deser zaś deska znakomitych serów, wśród których znalazł się camembert, epoisse, parmiggiano reggiano oraz dwa moje ukochane: kozi st. maure oraz owczy petit basque.

A teraz czas na dietę...



Być może dzięki tej właśnie historii piotrosz smakuje bosko! Nie przepadam za rybami, ale tę mogłabym jeść na okrągło - ma delikatne, ale jędrne mięso i szlachetny smak. Zjedliśmy ją (z ledwością) z batatami i brokułami ugotowanymi na parze. Do tego podałam zrobiony na bazie sosu beszamelowego sos serowy (z parmezanem i serem pleśniowym), do którego starłam trochę skórki i dodałam kilka kropel soku z limonki. Bardzo dobrze komponuje się z rybą, choć trzeba uważać, żeby nie był za kwaśny.
W dzień rocznicy rozpieszczaliśmy swoje kubki smakowe na potęgę. Zaczęliśmy od kir royal, a potem przystąpiliśmy do spożywania kotlecików jagnięcych (zamarynowanych dzień wcześniej w oliwie, czosnku i rozmarynie) w towarzystwie pieczonych ziemniaków z rozmarynem oraz miętowego sosu do jagnięciny pochodzącego prosto ze Szkocji. Do tego wino Carmen Nativa z miętową nutą...
Na deser zaś deska znakomitych serów, wśród których znalazł się camembert, epoisse, parmiggiano reggiano oraz dwa moje ukochane: kozi st. maure oraz owczy petit basque.
A teraz czas na dietę...
piątek, 30 lipca 2010
Ach, co to był za ślub...
Dawno temu już, bo przed laty stu,
z górą stu,
pewien strażak miał huczny ślub...
Może i nie przed laty stu i nie strażak, ale ślub się zgadza. Cztery lata temu wstąpiliśmy z A. w związek małżeński, a to była pierwsza piosenka puszczona po naszym tańcu. Trudno uwierzyć, że to już tyle czasu minęło. A my wciąż tacy zakochani...

Życie trochę się do nas uśmiechało, więcej dało nam w kość, ale jesteśmy razem i oby tak już pozostało na zawsze ;-).



Życie trochę się do nas uśmiechało, więcej dało nam w kość, ale jesteśmy razem i oby tak już pozostało na zawsze ;-).

środa, 28 lipca 2010
Errata...
... do przepisu na kisiel jagodowy. Moja Mama, przeczytawszy mój "banalnie prosty" przepis, stwierdziła, że kisiel trzeba robić inaczej (jeśli chce się zachować witaminy). A mianowicie: najpierw należy przetrzeć owoce przez nylonowe sitko (co w przypadku jagód jest łatwe, ale już na przykład borówki nie za bardzo), ugotować na wytłokach kisiel, przecedzić, a potem dodać mus z owoców, najlepiej jak już trochę przestygnie, żeby nie zabić witamin. Ja jagód nie przecedzałam, bo lubię taki kisiel, ale przy porzeczce faktycznie można by pozbyć się pestek. Umówmy się więc, że pierwsza wersja będzie dla leniwych ;-)
PS. A to dzisiejszy kisiel porzeczkowy


PS. A to dzisiejszy kisiel porzeczkowy
poniedziałek, 26 lipca 2010
I znów na fioletowo ;-)
Wpadłam w jagodowy ciąg. Wczoraj na drugie, niedzielne śniadanie zrobiłam jagodowy kisiel. Trwało to chwilę, a jaki efekt smakowy i wizualny ;-).

Widzę, że mi się blog zmienia w książkę kucharską, ale co tam. Jagody tak pięknie komponują się z niebieską miseczką z Ikei (pierwszą rzeczą, jaką kupiłam sobie za własne zarobione pieniądze), emaliowanym garnuszkiem (całe szczęście działa na kuchni indukcyjnej) i malutkimi, zgrabniutkimi kubeczkami, które dostałam od mojej Mamy... Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
A zrobienie kisielu jest banalnie proste. Jagody wrzucić do wody, dodać cukier (najlepiej trzcinowy) i gotować chwilę. Potem rozrobić 1-2 łyżki mąki ziemniaczanej w połowie szklanki zimnej wody i dodać do jagód. Zagotować, żeby zgęstniało. Jeśli jest za rzadkie, można w taki sam sposób dodać jeszcze trochę mąki ziemniaczanej.
Coś czuję, że na kisielu się nie skończy...


Widzę, że mi się blog zmienia w książkę kucharską, ale co tam. Jagody tak pięknie komponują się z niebieską miseczką z Ikei (pierwszą rzeczą, jaką kupiłam sobie za własne zarobione pieniądze), emaliowanym garnuszkiem (całe szczęście działa na kuchni indukcyjnej) i malutkimi, zgrabniutkimi kubeczkami, które dostałam od mojej Mamy... Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
Coś czuję, że na kisielu się nie skończy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)