piątek, 9 czerwca 2017

Zielone lody miętowe z matcha

Od dawna chciałam zrobić lody z matcha - czyli zieloną herbatą w proszku o wielu prozdrowotnych właściwościach. Klasycznie, żeby się nie narobić, miałam zamiar dodać ją po prostu do bananów, zmiksować i już. Problem polega niestety tylko na tym, że matcha ma dość intensywny smak i po dodaniu dosłownie łyżeczki-dwóch (na ok. 2 lub 3 banany, już nie pamiętam) zrobiło się niezbyt smacznie. Ja jednak tak łatwo się nie poddaję :-). Prowadzona kulinarną stroną mocy najpierw skierowałam kroki w stronę doniczki z miętą, a jak to nie pomogło, ręka sama sięgnęła po otwarty do obiadu (przepis stary, aje jary :-) ) kartonik z mlekiem kokosowym. Nie muszę Wam chyba mówić, że skoro zrobiłam zdjęcia i umieszczam przepis tutaj, to znaczy, że było dobre :-)

Ponieważ robiłam przepis z podmrożonych przez ok. 4 h bananów, część dałam do foremek na lody, żeby się porządnie zamroziła, a część wstawiłam jeszcze na moment do zamrażarki w pucharkach i podałam na deser, co i Wam polecam.

Zielone lody miętowe z matcha
  • banany (2-3 sztuki)
  • proszek matcha (polecam dodawać powoli do smaku)
  • kilka listków mięty (j.w.)
  • chlust mleka kokosowego
Banany podmrozić ok. 4 h, a potem zmiksować z pozostałymi składnikami. Podawać jak wyżej :-).




czwartek, 8 czerwca 2017

Spaghetti ze szparagami, łososiem wędzonym i kozim serem

Są pewne połączenia, które zawsze się sprawdzają. Wśród nich pary: szparagi-łosoś wędzony oraz łosoś wędzony-kozi ser. Dorabiam oczywiście teraz teorię do mojego dania, a prawda jest taka, że po prostu trzeba było opróżnić nieco lodówkę, bo jeszcze dzień-dwa i szparagi wyszłyby z niej na własnych nogach. Przyznam, że tak gotować lubię najbardziej. Dajcie mi trzy* składniki, a zrobię z nich obiad :-).

P.S. Czy ja wspominałam ostatnio coś o niejedzeniu makaronu? Tak, ale ten jest kukurydziany :-)

* no dobra, tym razem siedem, nie licząc soli i pieprzu.

Spaghetti ze szparagami, łososiem wędzonym i kozim serem (na 2 osoby)
  • ok. 10-12 zielonych szparagów
  • ok. 50 g łososia wędzonego (tylko nie norweskiego!)
  • ok. 150 ml śmietanki owsianej (lub zwykłej)
  • świeży tymianek
  • spaghetti kukurydziane lub zwykłe (ZAWSZE daję na oko)
  • świeży kozi ser do posypania
  • łyżka masła
  • sól, pieprz 
Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końce i pokroić w plasterki (kilka główek można zostawić do dekoracji). Podsmażyć wszystko na maśle, aż szparagi trochę zmiękną. Dodać porwanego na kawałki łososia i podsmażać dalej parę minut. Wyjąć co bardziej miękkie główki szparagów i odłożyć na bok. Wlać śmietankę, dodać sól, pieprz i tymianek do smaku - uwaga, bo łosoś jest słony! Zredukować trochę sos, w międzyczasie wstawić makaron. Ugotowany makaron przełożyć na patelnię z sosem, wymieszać i podawać, posypane kozim serem i udekorowane główkami szparagów (ja nie wymieszałam, ale sztuka robienia zdjęć wymaga poświęceń :-) ).


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Koktajl czekoladowo-orzechowy z tahini

Muszę się pochwalić, bo jestem dziś z siebie wyjątkowo dumna. Otóż, zrobiłam sobie doroczne badania krwi i... cukier, który do tej pory miałam nieco zbyt wysoki, wrócił do normy i to dobrze poniżej górnego limitu. A wszytko to niewątpliwie jest zasługą zmiany odżywiania. Nie była zbyt duża, bo wcześniej też nie piliśmy soków i nie jedliśmy słodkich jogurtów ani przetworzonej żywności, ale wystarczyła :-). Cukier biały wyrzuciłam z diety w ogóle, zastępując go syropem z agawy i ksylitolem, ale generalnie też je ograniczając. Unikam bananów i winogron, białej mąki, makaron jemy dużo rzadziej... Co zresztą widać, jeśli prześledzić wpisy na niniejszym blogu :-). No i udało się!

W związku z tym postanowiłam zaszaleć i wręczyć sobie samej nagrodę w postaci przepysznego koktajlu. Przepis znalazłam w wydaniu specjalnym magazynku Kuchnia, pt. "Koktajle" pod nazwą "Kakaowy z tahini" :-). Zastąpiłam tylko 150 ml (!) śmietany kremówki kilkoma łyżkami śmietanki owsianej. Powiem tak: ambrozja!

Koktajl czekoladowo-orzechowy z tahini (3-4 porcje)
  • 2 dojrzałe banany
  • 2 łyżki tahini
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 3-4 łyżki naturalnego kakao
  • 500 ml mleka orzechowego (ja dałam ryżowe)
  • kilka łyżek śmietanki owsianej (można się bez niej spokojnie obyć - po prawdzie najpierw zmiksowałam, a potem przeczytałam jak należy to zrobić :-) )
Banany obrać, pokroić na kawałki i podmrozić 2 godziny. Zmiksować wszystko. W przepisie oryginalnym śmietanę kremówkę należy ubić i napełnić szklankę na przemian bitą śmietaną i koktajlem, ale intuicja mówi mi, że mogłabym od tego umrzeć :-)


piątek, 2 czerwca 2017

Krab w court bouillon

Court bouillon używa się do gotowania ryb i owoców morza - jest to, krótko mówiąc bulion aromatyzowany warzywami i ziołami, które podkreślają ich smak i sprawiają, że ich mięso staje się bardziej aromatyczne. Przepisów jest kilka, ale ja wybrałam taki, który najlepiej pasował do kraba, którego musiałam ugotować. 

Tu muszę niestety zaznaczyć, że krab powinien być żywy. Czasem, przechowywany w chłodzie, "hibernuje", ale po kilku minutach powinien zacząć się ruszać. W każdym razie sflaczały krab raczej już nie żyje. Jeśli przejdzie do krainy wiecznych łowów przed gotowaniem, a wiemy, że jest świeży - jak to się stało w moim przypadku, uff - to nic nie szkodzi, możemy spokojnie go zjeść.

Mięso z kraba znajduje się głównie w szczypcach - żeby je wyciągnąć, można użyć dziadka do orzechów oraz takiego specjalnego, cienkiego narzędzia z haczykiem na końcu. Ja narzędzia tego nie posiadam, ale poradziłam sobie widelczykiem do ciasta i nożem do steków :-). Mięso można dodać do sałatki, albo wymieszać z odrobiną majonezu (ja miała francuski, pychota!) i podać na kanapce.

No, ale najpierw trzeba ugotować...

Court bouillon
  • garnek wody
  • kilka gałązek zielonej pietruszki
  • kilka gałązek świeżego tymianku 
  • parę ziarnek czarnego pieprzu
  • parę ziarnek anyżu (można też dodać goździka)
  • 2-3 listki laurowe
  • dobry chlust białego wytrawnego wina
  • pół cytryny, wyszorowanej i pokrojonej w plasterki
  • kawałek pora, pokrojonego w plasterki
  • 1 marchewka pokrojona w plasterki
  • trochę soli
 
 Zioła związać sznureczkiem lub włożyć do specjalnego woreczka. Dodać resztę składników, zagotować wodę. Kraba włożyć do wody i docisnąć, żeby od razu zaczął się gotować. Gotować przez 10 minut, potem wyłączyć gaz i zostawić jeszcze na 10 minut. Dostudzić w temperaturze pokojowej.

Naprawdę, z tym majonezem na kanapce.... Mniam!



sobota, 27 maja 2017

Daktylowe trufe na Dzień Matki

Wprawdzie Dzień Matki był wczoraj, ale kto jedzie do swojej Mamy dzisiaj albo jutro - jeszcze zdąży je przygotować. Ja zawsze zastanawiam się, co dać mojej ukochanej Mamie - i w tym roku postanowiłam podarować jej trochę bezgrzesznej przyjemności. Czyli coś słodkiego i coś zdrowego :-). 

Przepis na trufle znalazłam na stronie Na pół słodko i zapakowałam je we własnoręcznie zrobione pudełko - wzór znalazłam z kolei na stronie Mavelo. Z truflami miałam tylko jeden problem - nie miałam liofilizowanego buraka ani truskawki. A koniecznie chciałam, żeby były czerwone, bo wtedy to takie trufle z efektem "Wow" :-). Wymyśliłam więc, że mąkę kokosową zabarwię koncentratem z buraka - i wyszło super, bo koncentrat nadał jeszcze dodatkowo słodko-kwaśnego posmaku.

Dla mnie trufle są przepyszne - słodkie, tłuste i czekoladowe, tak jak trzeba. Nie zachwyciły tylko mojego Taty, bo jednak to nie to samo, co prawdziwe pralinki... Ale mnie już pralinki nie smakują tak, jak kiedyś - bo są za słodkie i za tłuste :-). Mama twierdzi, że jej smakują, ale Mama zawsze wspierała mnie w moich kulinarnych eksperymentach. Cóż, takie są właśnie Mamy :-)

Podaję przepis oryginalny (ja zapomniałam dodać do środka orzechów nerkowca) w oryginalnej proporcji. Od razu mówię, że zrobiłam z podwójnej porcji - w końcu też jestem Mamą... :-)

Orzechowo-daktylowe trufle (ok. 30 sztuk)
  • 100 g suszonych daktyli
  • 50 g zimnego oleju kokosowego
  • 20 g gorzkiego kakao
  • 50 g orzechów nerkowca
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/4 kardamonu
  • szczypta kurkumy
Do obtoczenia
  • gorzkie kakao
  • posiekane orzechy nerkowca
  • liofilizowany burak/truskawka lub mąka kokosowa z koncentratem z buraków :-) 
  • cokolwiek przyjdzie Wam do głowy
Jeśli chcecie zastosować moją posypkę z mąki kokosowej, to trzeba przygotować ją wcześniej. Do mąki dodać tyle koncentratu, żeby uzyskać pożądany kolor, po czym wstawić do pieca nagrzanego na jakieś 50-70 stopni i wysuszyć. Trwa to koło 30 minut, ale dokładnie nie pamiętam, robiłam dzień wcześniej. Przed użyciem zmiksować jeszcze na pył, bo zostają małe grudki.

Jeśli macie suszone daktyle, musicie zalać je wrzątkiem i odstawić na 20 minut (potem wodę z ich namaczania można do czegoś wykorzystać). Jeśli macie miękkie, świeże daktyle, ten krok pomijacie.

Składniki na trufle zmiksować (oprócz orzechów), dodać posiekane orzechy, wymieszać i wstawić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć, formować kulki wielkości orzecha i obtaczać je w posypkach. Niestety trufle wchłaniają kakao, więc trzeba dobrze je w nim obtoczyć. Na koniec wstawić je z powrotem do lodówki.




środa, 24 maja 2017

Pieczone ziemniaki w cytrynowej oliwie

To najlepsze ziemniaki, jakie ostatnio jadłam. Znakomicie odpowiadają na moją wiosenną potrzebę jedzenia obiadów składających się z samych warzyw i ogólnożyciową potrzebę ograniczania spożycia mięsa :-). Są aromatyczne, skórka z cytryny nadaje im niezwykle świeżej nuty, słowem pycha! Przepis znaleziony na stronie A nóż w buraku.

Pieczone ziemniaki w cytrynowej oliwie
  • 12 ziemniaków średniej wielkości
  • 6 łyżek oliwy (albo więcej - żeby sosu nie zabrakło :-)
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka syropu z agawy
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok z połowy cytryny
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól, pieprz
  • ew. płatki chili
Piekarnik nagrzać na 190 stopni. Ziemniaki dokładnie wyszorować i ponacinać cienko, uważając, żeby nie przeciąć ich do końca. Posypać solą, polać częścią oliwy i wstawić do piekarnika na 40 minut. Resztę oliwy wymieszać z syropem z agawy i sokiem z cytryny, dodać wyciśnięty czosnek, skórkę z cytryny i pietruszkę. Po 40 minutach wyjąć ziemniaki z piekarnika, polać połową dressingu i wstawić jeszcze na 5 minut. Podawać polane resztą sosu i posypane świeżo mielonym pieprzem.

 

czwartek, 11 maja 2017

Jogurtowe bułeczki z rozmarynem

Ten przepis również pochodzi od Kuzyna, nie jest on jednak tym samym kuzynem, który jest autorem wymienionego w poprzednim poście ratatouille. Kuzyn (ten przez duże K, dla odróżnienia) jest muzykiem i znakomitym kucharzem. Poprzednie wakacje spędzaliśmy właśnie razem z kuzynem i Kuzynem, którzy na malutkich palniczkach między namiotami i kempingowych grillach przygotowywali kulinarne cuda. Jednym z nich były robione na grillu (!) bułeczki jogurtowe. Przyznam się - raz spróbowałam zrobić je w ten sposób, ale coś musiałam popsuć, bo na kratce nie chciały się trzymać, a na tacce nie chciały się zrobić. Następnym razem będę musiała poprosić Kuzyna, żeby przypomniał mi jak on je na tym grillu robił. Natomiast te same bułeczki z pieca wyszły mi palce lizać. Co zresztą widać na obrazku :-)

Jogurtowe bułeczki z rozmarynem (na 4 osoby)
  • 250 g mąki
  • 250 ml jogurtu naturalnego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki soli
  • łyżeczka rozmarynu
Ciasto zagnieść, uformować bułeczki, rozłożyć na blasze i piec około 15 minut w piekarniku nastawionym na 180 stopni - aż wyrosną i się zrumienią. My podawaliśmy je do antrykotu z grilla. Z masłem czosnkowym - obłędne :-).


sobota, 29 kwietnia 2017

Ratatouille (z prawdziwego zdarzenia)

To jest absolutnie najlepszy ratatouille, jaki w życiu jadłam. I nie, nie ja go zrobiłam :-). To danie popisowe mojego męża, przejęte z kolei od kuzyna Grzegorza. Po raz pierwszy spróbowaliśmy go w Prowansji na kempingu, gdzie Grzegorz miotał się między patelniami, tu podsmażał, tam podgrzewał, ówdzie grillował... i stworzył smak idealnie dopasowany do okoliczności. Od tamtej pory uwielbiamy to danie, zawsze u nas podawane z grillowanymi kiełbaskami jagnięcymi. Mężczyźni to się jednak na kuchni znają :-). Kapelusze z głów, panowie!

Ratatouille
  • 1 duża cukinia
  • 1 średni bakłażan
  • 1 mały por
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów pelati
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego lub kilka łyżek passaty
  • ok. 1 łyżki octu balsamicznego (do smaku)
  • 1 eko kostka warzywna
  • sól, pieprz
  • oliwa
  • kiełbaski jagnięce
Bakłażana pokroić w plastry, nasolić i odstawić. Cukinię pokroić w kostkę, pora w talarki, cebulę i czosnek drobno posiekać. W garnku rozgrzać oliwę, przesmażyć cukinię. Jak lekko się zrumieni, ale nadal jest twarda, wyjąć z garnka i włożyć do miski. W tym samym garnku podsmażyć pora i też odłożyć go do miski. Opłukać bakłażan, pokroić w kostkę i również przesmażyć, po czym przełożyć do miski. Do tego samego garnka dodać trochę oliwy, przesmażyć czosnek z cebulą, wrzucić wszystkie podsmażone wcześniej warzywa, przemieszać, dodać pomidory i koncentrat/passatę, dodać rosołek i dusić przez około 20 minut. Doprawić solą i pieprzem oraz octem balsamicznym. Dusić jeszcze 20-30 minut. Podawać z grillowanymi kiełbaskami.
 


sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!

I przepis na mazurka mojej Babci :-)

Mazurek pomarańczowy
  • 0,5 kg mąki
  • 250 g masła
  •  2 żółtka
  • 1 łyżka śmietany
  • 1 łyżka zimnej wody
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • zapach waniliowy
  • 2-4 pomarańcze 
  • 1-2 cytryny
  • 2 szklanki cukru 
  • ew. 4 łyżki żelatyny na większą ilość owoców
Z mąki, masła, żółtek, śmietany, wody, cukru, proszku do pieczenia i zapachu zagnieść ciasto i włożyć na pół godziny do lodówki. Wyłożyć na blachę - ja robię bardzo cienkie (dlatego też daję więcej pomarańczy i cytryn na polewę, zachowując tę samą ilość cukru), więc starczyło mi na blachę o długości 40 cm i tortownicę o średnicy 19 cm. Upiec w 180 stopniach.

Całe pomarańcze i cytryny (eko!) zetrzeć na tarce i ucierać, aż zgęstnieje. No dobra, tak robił mój Dziadek :-) Ucierał aż z owoców wydzielała się pektyna i z polewy robiła się gęsta, trzymająca się masa. Ja wrzucam wszystko do blendera, miksuję na "w miarę" gładko (trwa to dość długo) i dodaję żelatyny, bo inaczej masa spłynie ("płynący mazurek" przeszedł już przed wieloma laty do legendy :-)). Wylać na masę i zostawić na parę godzin do zastygnięcia.

Płynący, czy nie, to nieodzowny element naszego stołu :-)



środa, 12 kwietnia 2017

Frittata full wypas

Czyli reagowanie kryzysowe i czyszczenie lodówki. Tak to się właśnie kończy, kiedy człowiek coś zamrozi i nie zapisze sobie daty. W zamrażarce przewalał się od dawna kawałek zamrożonego ciasta na tartę, postanowiłam więc zrobić moją popisową tartę ze szpinakiem i kozim serem. Niestety, po rozmrożeniu okazało się, że ciasto nieco dziwnie pachnie... I co dalej? Szpinak jest, cukinia jest, kozi ser jest... i jeszcze parę innych rzeczy w lodówce, które można by było przed Świętami sprzątnąć. Tak więc nie ma tego złego - powstała frittata full wypas, a i lodówka przejaśniała. Lubię takie dwa w jednym :-)

Frittata full wypas
  • trochę kiełbaski francuskiej (pokrojonej w plasterki, a następnie w paseczki)
  • trochę zwykłej szynki w cienkich plasterkach
  • 4 ziemniaki
  • 400 g szpinaku
  • 5 jajek
  • 1 cukinia
  • trochę parmezanu
  • trochę koziego serka
  • czosnek niedźwiedzi (lub zwykły, ja czasem sypnę zioła jak nie chce mi się wyciskać)
  • oregano
  • trochę szczypiorku
  • sól, pieprz

Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki i ugotować al dente. Cukinię zetrzeć na tarce, wrzucić na patelnię lub do rondelka, przyprawić solą, czosnkiem i oregano i poddusić, żeby odparować trochę wody. Szpinak zblanszować na patelni i posiekać.

Pokrojoną kiełbasę francuską wrzucić na rozgrzaną patelnię i wytopić tłuszcz, po czym cały tłuszcz odlać. Dodać zwykłą szynkę pokrojoną jeszcze w kwadraciki i szczypiorek, wszystko podsmażyć razem, na koniec dodać jeszcze plasterki ziemniaków i posiekany szpinak.

Jajka wbić do miski, dodawać po łyżce lekko przestudzoną cukinię, wsypać parmezan i wszystko dobrze wymieszać. Nie solić już specjalnie, ponieważ na ogół kiełbaski są słone.

Zalać masą jajeczną składniki na patelni, wymieszać niezbyt dokładnie kilkoma ruchami, a na wierzch wyłożyć łyżką kozi serek. Przykryć i zostawić na małym ogniu aż masa się zetnie. Na wierzchu może być trochę wody z cukinii, wtedy trzeba podważyć boki i przechylić patelnię, żeby spłynęła pod spód.

I zrobiła się chyba szybciej niż tarta :-)



niedziela, 9 kwietnia 2017

Pasta z wędzonej makreli


Pastę dziś na śniadanie przygotował mój kochany mąż. Przepis znalazł na stronie Moje Gotowanie - zamienił tylko koperek, którego nie lubię, na pietruszkę. Użyliśmy też francuskiego majonezu, który zawiera musztardę - do polskiego majonezu można więc dodać trochę musztardy, bo bardzo dobrze tu pasuje. Oczywiście syn nie chciał spróbować, dopóki nie powycinałam kółek z chleba do zdjęć. Wiadomo - kółka muszą dobrze smakować :-)

Pasta z wędzonej makreli
  • 1 średnia makrela wędzona - obrana
  • 3 ugotowane na twardo jajka
  • 1 duży ogórek kiszony
  • 3 łyżki majonezu + 1/2 łyżeczki musztardy
  • 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżka drobno posiekanej pietruszki
  • sól i pieprz do smaku
 Wszystko wymieszać, wstawić na pół godziny do lodówki i podawać.





piątek, 24 marca 2017

Cieciorella

W poszukiwaniach zdrowych alternatyw dla popularnych słodyczy w sukurs przychodzi mi kilka różnych stron. Jedną z nich są True Taste Hunters, u których zaczerpnęłam już przepis na batoniki muesli i na krem pomarańczowo-orzechowy, a teraz na cieciorellę (oryginalny przepis tu).

Bo teraz przyszła pora zmierzyć się z Nutellą. Całe szczęście moje dziecko miało okazję próbować jej tylko raz czy dwa razy w życiu, dzięki czemu Cieciorella przeszła test i została zaakceptowana. Gorzej, jak dam więcej kakao niż w przepisie, ale generalnie ujdzie :-) Ale nie dajcie się zwieść - wiecie chyba kto zakrada się do lodówki uzbrojony w łyżeczkę, kiedy zachce mu się czegoś słodkiego?

Cieciorella
  • 1,5 szklanki ugotowanej ciecierzycy
  • 1 czubata łyżka masła orzechowego (dowolnego, chociaż ja pozostaję przy tradycyjnym)
  • 3-4 łyżki syropu klonowego lub syropu z agawy lub miodu 
  • 1 łyżka ksylitolu lub dodatkowa łyżka syropu klonowego
  • 4 łyżki gorzkiego kakao
  • 1 łyżeczka karobu (można zamienić na kakao)
  • 1 łyżka oleju kokosowego - nierafinowany da jeszcze taki kokosowy posmak
  • szczypta soli himalajskiej
Wszystko wrzucić do blendera i zmiksować. Gdyby masa była za gęsta (mi zawsze wychodzi za gęsta) można dodać trochę wody z gotowania ciecierzycy albo mleka - dla wegan oczywiście roślinnego.

Tylko nie potknijcie się, skradając się po cichu, bo wszystko wyjdzie na jaw :-).


sobota, 11 marca 2017

Sałatka tabouleh z kaszy jaglanej


Wiosny, wiosny mi się chce! A taka sałatka tabouleh, zwłaszcza z dodatkiem mięty, smakuje już wiosennie. Wymieniłam tylko kus-kus na bardziej wartościową kaszę jaglaną. To co, zaklinamy?

Tabouleh z kaszy jaglanej
  • kasza jaglana (ok 60 g na osobę)
  • ogórek
  • pomidorki
  • kilka łyżek siekanej pietruszki i/lub mięty
  • czerwona papryka
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • ew. olej z pestek dyni
Kaszę ugotować i schłodzić. Dodać pokrojone w małą kostkę warzywa - ilość dowolna, w zależności od preferencji, oraz pietruszkę i/lub miętę. Dodać oliwy, doprawić do smaku solą i pieprzem oraz ewentualnie olejem z pestek dyni.




sobota, 25 lutego 2017

Wężymord & pesto

Wężymord... Prawda, że nazwa jest fascynująca? Inaczej zwany jest scorzonerą lub zimowym szparagiem. Trafiłam na niego przez przypadek w naszym małym wiejskim sklepiku i oczywiście musiałam go kupić. Zgodnie z zasadą: znajdźcie mi warzywo, a przepis sam się znajdzie :-). Tym razem na Kucharni - podawana z domowym pesto scorzonera faktycznie przypomina nieco szparagi... chociaż tak naprawdę po prostu jest to wężymord. Ale odwagi - on wcale nie gryzie :-)

Scorzonero & pesto (2-3 porcje)
  •  400 g wężymordu
  •  6 dużych ząbków czosnku
  • 4 łyżki siekanego szczypiorku
  • spora garść siekanej natki pietruszki
  • 4 łyżki prażonych pestek z dyni
  • 40 g sera - parmezanu, grana padano, manchego...
  • 1 cytryna
  • oliwa z oliwek 
  • sól, pieprz
Do rondla nalać około 1/2 litra wody, wycisnąć do niej sok z cytryny i wrzucić skórkę. Wężymord obrać (tak śmiesznie lepi się do palców), pokroić na kawałki i wrzucić do wody z cytryną, żeby nie zbrązowiał. Odsączyć i ugotować - do momentu, aż będzie al dente. Powinno to trwać około 30-40 minut.

Czosnek obrać, włożyć na patelnię na lekko rozgrzaną oliwę. Podgrzewać około 10 minut aż zbrązowieje i będzie miękki. Czosnek, oliwę, szczypiorek, pietruszkę i połowę uprażonych wcześniej pestek z dyni wrzucić do blendera i zmiksować - w razie potrzeby dodając więcej oliwy, żeby uzyskać odpowiednią konsystencję sosu. Doprawić solą i pieprzem. Wymieszać z ugotowanym wężymordem, posypać pozostałą częścią prażonych pestek z dyni oraz startym serem (zapomniałam zrobić to przed zrobieniem zdjęcia - niestety, kiedy fotografowałam było już prawie ciemno, więc nie zdążyłam zdjęcia powtórzyć. Musicie to sobie wyobrazić...). Świetne na przystawkę - tylko nie mówcie gościom, co jedzą :-).





piątek, 17 lutego 2017

Domowa granola

Zawsze lubiłam granolę, ale od wielu lat nie jadłam - cukru tam tyle, Panie, że szok. Od jakiegoś czasu przymierzałam się do zrobienia własnej, domowej, ale zawsze mi jakoś było nie po drodze. W końcu się zebrałam - wszystkie składniki miałam w domu, jedna szybka decyzja, niecałe pół godzinki i... granola gotowa! Sama byłam zaskoczona jakie to błyskawiczne i proste. Na pierwszy raz zainspirowałam się przepisem ze strony Elizabeth Rider, ale myślę, że spokojnie można pójść na żywioł i wrzucić to, co Wam się żywnie podoba. No i najważniejsze - cukru tam jest dokładnie tyle, ile go dodacie. Ni mniej, ni więcej :-)

A więc:

Domowa granola (na duży słoik po miodzie :-) )
  •  2 szklanki górskich płatków owsianych (nie błyskawicznych!)
  • 1/2 szklanki posiekanych orzechów różnego rodzaju
  • 1/4 szklanki nasion (słonecznik, dynia, siemię lniane...)
  • 1/2 szklanki niedosładzonych, pokrojonych suszonych owoców (żurawina, rodzynki, morela, suszone wiśnie...)
  • 2-3 łyżki syropu klonowego i/lub miodu
  • 2 łyżki nierafinowanego oleju kokosowego (użyłam tego zapachowego, nadał świetny kokosowy posmak)
  • 1/2 łyżki esencji waniliowej lub migdałowej (tylko błagam, nie tych sztucznych aromatów)
  • 1 duża szczypta soli morskiej
 Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Wszystkie składniki wrzucić do miski i wymieszać rękami - chodzi między innymi o to, żeby olej kokosowy, który pewnie w naszym klimacie ma postać stałą, dobrze się rozpuścił i wymieszał z resztą składników. Rozłożyć mieszankę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i podpiec w piekarniku. W przepisie jest 10 minut, ja piekłam ok. 20 - chodzi o to, żeby płatki lekko się zrumieniły. Przed podaniem lub przesypaniem do słoika trzeba poczekać aż ostygną.







środa, 15 lutego 2017

Dorsz zapiekany z ziemniakami i kozim serem (tarta hybrydowa)

Od czasów nauki francuskiego w liceum i brandade de morue połączenie dorsza z ziemniakami bynajmniej już mnie nie dziwi. Muszę jednak powiedzieć, że perspektywa dodania do tego koziego sera była już nieco kontrowersyjna. Mam jednak szczęście (i nosa) do dobrych przepisów, więc postanowiłam zaryzykować - i dobrze zrobiłam, bo to danie było tak pyszne, że mogłabym je robić co tydzień. Z racji nietolerancji laktozy u mnie w domu tarta jest hybrydowa - na połowie jest kozi ser, na drugiej połowie go nie ma. Postanowiłam wynagrodzić więc mojemu biednemu mężowi brak koziego sera (czy to w ogóle jest możliwe???), posypując jego część świeżo startą skórką z cytryny. A potem posypałam nią część moją i małego A. Wiedzieliście, że skórka z cytryny też do koziego sera pasuje? No, to teraz już wiecie :-)

Przepis z Cuisine AZ (ten francuski to się naprawdę przydaje :-) )

Dorsz zapiekany z ziemniakami i kozim serem (na formę do tarty o średnicy 20 cm)
  • 500 g polędwicy z dorsza
  • 700 g ziemniaków
  • 180 g sera rondin lub buche de chèvre (na całą tartę)
  • dobra łyżka masła
  • parę łyżek śmietanki (u mnie bez laktozy, ale może też być owsiana lub zwykła)
  • 4 łyżki siekanej pietruszki
  • sól, pieprz
  • skórka z połowy cytryny
Dorsza ugotować na parze (ok. 20 minut), ziemniaki również - na parze lub normalnie w rondelku. Ziemniaki po ugotowaniu rozgnieść, dodając masło, śmietankę i połowę pietruszki. Formę do tarty wyłożyć płatkami dorsza, ułożyć na nich połowę sera pokrojonego w plastry, przykryć puree z ziemniaków, a na wierzchu ułożyć pozostałą część sera. Zapiekać w piekarniku nagrzanym na 200 stopni. Podawać posypane pozostałą częścią pietruszki i ewentualnie skórką z cytryny.


sobota, 11 lutego 2017

"Pankejki" owsiane

To trzeci przepis na pankaces, który wypróbowałam (po American pancakes z zamierzchłej przeszłości oraz pancakes z kaszy jaglanej), znaleziony na Doradcy Smaku. Ma tę zaletę, że smakuje i jest prosty w przygotowaniu jak pierwszy oraz jest zdrowy jak drugi. Coś czuję, że na najbliższy czas to będzie nasz przepis na rozpustne sobotnie śniadania :-). Bo do pankaces oczywiście obowiązkowo dajemy sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy, owoce, masło oraz syrop klonowy. Mój mąż wprawdzie dopuszcza jeszcze miód i konfiturę, ale ja jestem ortodoksyjna. Albo syrop klonowy, albo nic :-).

Jeśli macie w domu mąkę owsianą, to róbcie pankejki jutro z samego rana. Jeśli nie - kupcie i zróbcie w przyszłym tygodniu. Warto.

Pancakes owsiane (na 2 dorosłe osoby i jednego małego łakomczucha)

  • 1 szklanka mąki owsianej
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 3/4 szklanki mleka (u nas nietolerancja laktozy - więc mleka owsianego)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • olej kokosowy do smażenia
Wszystkie składniki wymieszać porządnie rózgą i smażyć na rozgrzanym oleju. Ciasto ma to do siebie, że gęstnieje, więc przed smażeniem kolejnych porcji rozrzedzałam je jeszcze mlekiem.

A potem na talerzyk i siup. 


sobota, 4 lutego 2017

Tarta z lemon curd i włoską bezą

Dzisiaj jest dzień nadrabiania zaległości - i tych związanych z sesjami fotograficznymi (posiadaczy fejsbukowego konta zapraszam tu) i tych związanych niniejszym blogiem, który usycha już od dłuższego czasu. Pora więc go podlać i to nie byle czym! Wprawdzie od przygotowania tego obłędnego deseru minął równo rok (robiłam go na moje poprzednie urodziny), ale smak pamiętam do dziś. To chyba wiele mówi :-). Przepis pochodzi od niezawodnego na takie wypadki Sosny (tak się składa, że poprzedni, na ajerkoniak, też - ale nie szkodzi, bo to mistrz wszystkiego co dobre i słodkie :-) ).

Ciasto:
  • 150 g mąki
  • 100 g masła
  • 50 g cukru pudru
  • 1 żółtko
Lemon curd:
  • 2 duże cytryny
  • 70 g masła
  • 80 g cukru
  • 2 jajka
 Beza włoska:
  • 225 cukru
  • 50 ml wody
  • 3 białka 
+ foremka o średnicy 20 cm, termometr kuchenny, palnik


Ciasto zagnieść i wstawić do zamrażalnika na 15 minut. Szybko rozwałkować między dwoma arkuszami folii spożywczej na cienki placek większy od formy (chodzi o to, żeby się nie nagrzało). Przełożyć do okrągłej foremki, ponakłuwać widelcem i wstawić do zamrażalnika jeszcze na 10 minut. Piec z obciążeniem w 200 stopniach przez 10 minut i bez obciążenia 15 minut.

Cytryny umyć i osuszyć. Do szklanej miski zetrzeć skórkę z owoców oraz wycisnąć sok. Dodać cukier, roztrzepane jajka i masło. Do rondelka nalać wody, zagrzać ją i umieścić nad rondelkiem miskę. Mieszając rózgą podgrzewać, aż masa zgęstnieje, czyli około 15-20 minut. Odstawić na kratkę do całkowitego ostygnięcia (można na przykład wstawić do zamrażalnika - oczywiście jak już przestygnie, nie od razu :-) ). Wyłożyć kremem spód i wstawić do lodówki na czas przygotowania bezy.

Białka wbić do miski - dobrze umytej i osuszonej. Do rondla z grubym dnem wsypać cukier i wlać wodę. Podgrzewać do rozpuszczenia cukru. Kiedy pojawią się pierwsze bąbelki od razu przestać mieszać i gotować do temperatury 118 stopni (tu potrzebny będzie termometr). W momencie, w którym masa osiągnie temperaturę 110 stopni włączyć mikser na wolne obroty i zacząć ubijać białka, stopniowo zwiększając obroty do maksymalnego poziomu. Kiedy syrop osiągnie odpowiednią temperaturę natychmiast zacząć wlewać go cienkim strumieniem do mocno spienionych białek i dalej ubijać około 10 minut. Masa powinna być sztywna i lśniąca. Potem przełożyć ją do rękawa cukierniczego i formować "bezowe" kształty na lemon curd. Potem wstawić do lodówki na około godzinę, a przed podaniem opalić palnikiem.

To naprawdę jedno z lepszych ciast, które jadłam. Warto dla niego zainwestować w termometr :-)