czwartek, 8 lutego 2018

Czekoladowe smoothie z niespodzianką

Jakie są najdziwniejsze rzeczy, jakie dodawaliście do koktajlu? Ja właśnie ćwiczę topinambur i pasternak w różnych konfiguracjach :-). Lubię robić koktajle nieoczywiste - do czekoladowego często dodawałam awokado, ale trzeba się nieco namęczyć, żeby nie było czuć warzywnego smaku.

Z topinamburem jest dużo łatwiej - ma lekko słonecznikowy posmak, więc idealnie wpasowuje się w czekoladowy koktajl z bananem, gruszką, kakao i masłem orzechowym. Topinambur to jest to fioletowawo-brązowe coś na zdjęciu. 

Jest warzywo? Jest! No to miksujemy :-).

Czekoladowe smoothie z topinamburem
  • 3 bulwy topinamburu
  • 1/2 banana
  • 1/2 gruszki konferencji
  • 1 łyżeczka/łyżka masła orzechowego bez dodatków
  • 1 łyżka kakao
  • trochę mleka roślinnego do uzyskania pożądanej konsystencji (ja lubię gęste :-) )

wtorek, 30 stycznia 2018

Słoneczny koktajl

Wiosny, wiosny mi się chce! Ptaszki wprawdzie już ćwierkają w ogrodzie, ale w taką wietrzną pogodę pochowały się wszystkie i słychać tylko szum przyginanych do ziemi drzew. 
Zakupiłam już nawet  hiacynty, ale do pełnego rozkwitu jeszcze im daleko... Zrobiłam więc sobie odrobinę wiosny w szklaneczce - słoneczny, żółty koktajl pełen witamin. No cóż, w zimowej Polsce dobre i to :-)

Słoneczny koktajl
  • 5 żółtych kiwi
  • 1 jabłko
  • 1/4 ananasa (plaster około 4 cm)
  • 1,5 gałązki selera naciowego
  • woda
 Wszystko wrzucić do blendera i zmiksować, dodać na koniec tyle wody, żeby uzyskać pożądaną konsystencję. Selera dodawałam po kawałku, do momentu aż smak mi zaczął odpowiadać.

Słonecznego dnia!




niedziela, 7 stycznia 2018

Cytrynowa babka piaskowa na pożegnanie

To ciasto pamiętam ze wszystkich spotkań rodzinnych u Dziadków. Babka cytrynowa, smak mojego dzieciństwa. Nigdy jej wcześniej nie robiłam, zawsze piekła ją Babcia - ciekawe, czy jak każdy jej przepis ten również zaczynał się od "Bierze się Dziadka...". Tak, mój Dziadek zawsze udzielał się w kuchni, dzielnie ucierając ciasto w makutrze, pamiętam też jego ręce pociemniałe od obierania ziemniaków...

Dziś to ja przygotowuję piaskową babkę cytrynową. Bez żadnych udziwnień. Na pożegnanie. Cieszę się, że zdążyłam kilka przepisów Babci zapisać, same składniki, bo sposób przygotowania Babcia miała w głowie. "No jak to, po prostu ucierasz to z tym, a tamto z tamtym". Proste, prawda? 

Tego i wielu innych rzeczy nigdy nie zapomnę.

Cytrynowa babka piaskowa
  • 1/2 kostki masła (zaryzykowałam przygotowanie z 3/4 kostki masła, bo kiedyś kostki były większe, 250 g) 
  • 1 łyżka oleju
  • 3/4 szklanki cukru
  • 4 żółtka
  • 1 cytryna (sok i skórka)
  • 1,5 szklanki mąki
  • 2 łyżki mąki kartoflanej (zapomniałam dodać)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • piana z białek
  • zapach cytrynowy
Żółtka utrzeć z cukrem i dodać miękkie masło oraz olej. Proszek do pieczenia dodać do mąki i powoli wsypać mąkę do ciasta. Cytrynę sparzyć i wyszorować (ja jeszcze moczę najpierw w wodzie z octem, a potem w wodzie z sodą oczyszczoną, żeby wypłukać najgorsze), dodać sok i skórkę do ciasta, wlać zapach. Na koniec wmieszać ubitą pianę z białek. Przełożyć do keksówki, piec 40 minut w 180 stopniach.




poniedziałek, 1 stycznia 2018

Makowo-cytrynowa jaglanka noworoczna

W sumie cieszę się, że popełniłam ten nieudany jagielnik - na bazie tego przepisu zrobiłam dziś noworoczną jaglankę makowo-cytrynową. Wiadomo, jak mak, to będzie się darzyło cały rok. Więc niech Wam się darzy!

Jaglanka makowo-cytrynowa (na 2 osoby)

  • 0,5 szklanki kaszy jaglanej
  • 0,5 szklanki wody
  • 1 szklanka mleka kokosowego
  •  3-4 łyżki mielonego maku
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • skórka starta z całej cytryny
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • syrop klonowy/syrop z agawy/miód do smaku 
Kaszę zawsze gotuję w taki sposób, że wrzucam odmierzoną część (w tym przypadku kaszę i mak) do garnka, zalewam wrzącą wodą (a w tym przypadku wodą i mlekiem kokosowym), doprowadzam ponownie do wrzenia i trzymam na najwyższym ogniu przez 2-3 minuty, a potem zmniejszam na minimum i tak gotuję około 20 minut, aż kasza będzie miękka, ale nie rozgotowana. Pod koniec gotowania kaszy (żeby wcześniej jej nie mieszać) dodać pozostałe składniki. 

Wszystkiego najlepszego w nowym roku!


sobota, 30 grudnia 2017

Jagielnik zamiast sernika

Poświątecznie i przedsylwestrowo chciałam jeszcze podzielić się jednym przepisem. Jak już wiecie, jest wśród nas jedna osoba, która miała w te święta wyjątkowo kiepsko - ani glutenu w żadnej postaci, ani nabiału... słowem klops. Za punkt honoru postawiłam sobie zrobienie dobrego ciasta, żeby choć trochę jej te Święta osłodzić. Od początku wiedziałam, że ma to być jagielnik i chciałam, żeby w smaku był jak najbardziej zbliżony do naszego sernika, bez którego, dla mnie przynajmniej, Święta to nie są Święta. 

Muszę się jednak przyznać, że... poległam. Zamiast kombinować samodzielnie, dałam się skusić na jakiś makowo-cytrynowy przepis, w którym chyba czegoś zabrakło. Zdałam sobie sprawę z tego już na etapie przygotowania - masa zamiast w miarę lejąca się, była zwarta i coś mi podpowiadało, że po upieczeniu nie będzie dobrze. No i nie było. Na Wigilię każdy spróbował, moja Rodzina o dobrym sercu zapewniała, że "nie jest tak źle", "naprawdę jest smaczny", ale cóż, skoro ja wiem swoje i potrafię odróżnić dobre ciasto od niedobrego, więc nie ze mną te numery!

Po powrocie z Wigilii przetrząsnęłam wszystkie szafki i wyszukałam składniki na kolejny jagielnik - znalazłam lepszy przepis na stronie Pinkcake i pierwszego dnia Świąt upiekłam dla Rudej kolejną wersję jagielnika, doprawiając ją tak, żeby jak najbardziej przypominała nasz sernik. Tu nie wyszedł mi trochę spód, bo do dyspozycji miałam tylko gorzkawą mąkę jaglaną, ale moim zdaniem spód nie jest potrzebny - zwłaszcza, że w naszym serniku go nie ma. Podaję więc tylko przepis na masę, bo tak od tej pory będę go robiła.

Aha, zdjęcia to niestety małe oszukaństwo - to zdjęcia pierwszej, nieudanej wersji, polanej kokosową polewą z redukowanego na ogniu mleka kokosowego z ksylitolem i wanilią. No, ale innych nie mam :-)

Jagielnik na Święta
  • 1 szklanka kaszy jaglanej
  • 2 szklanki mleka owsianego lub innego ulubionego roślinnego - do ugotowania kaszy
  • 1 łyżka cukru z wanilią albo łyżeczka esencji waniliowej (ja dostałam buteleczkę esencji z Seszeli, jest boska!)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 0,5 szklanki miodu lub syropu z agawy
  • gęsta część mleka kokosowego z 2 puszek mleka dobrej jakości BIO (trzeba wstawić do lodówki)
  • bakalie
  • trochę aromatu migdałowego 

Kaszę ugotować na miękko w mleku roślinnym, po czym zmielić porządnie w robocie kuchennym razem z resztą składników. Gdyby masa była zbyt gęsta, trzeba ją trochę rozrzedzić mlekiem. Wmieszać bakalie, przełożyć do tortownicy o średnicy 20 cm i piec 30-40 minut w 180 stopniach. Kroić dopiero po całkowitym wystudzeniu, najlepiej zrobić dzień wcześniej i wstawić na noc do lodówki.

P.S. A wiecie jak zrobić bezglutenową kutię? Bo ja wiem :-) Zamiast pszenicy użyliśmy pęczaku owsianego. Uznaję go za odkrycie roku, kutia owsiana jest dużo lepsza od tej z pszenicą!!!




sobota, 23 grudnia 2017

Korzenne ciasteczka digestive na Święta

Ależ ja się tych ciasteczek w tym roku napiekłam... Mikołaj nakazał mi każde dziecko na mini-sesji świątecznej poczęstować, więc piekłam i piekłam, chyba ze cztery albo pięć razy. Ale przyznać trzeba, że to nie dzieci wszystko zjadły, o nie... :-)

Obiecałam, że podam przepis przed Świętami i oto on. Pochodzi ze strony Na pół słodko, chociaż ja dla potrzeb mini-sesji dodałam przyprawy piernikowej, żeby wprowadzić dzieci (i siebie :-) ) w odpowiedni nastrój. Do tego świąteczne stempelki i prawie mamy pierniczki - których w tym roku nie upiekłam, bo nie byłam w stanie po raz kolejny zabrać się za wyrabianie i wykrawanie ciasta. No cóż, taki los fotografa :-)

Korzenne ciasteczka digestive
  • 150g zimnego masła lub zimnego oleju kokosowego
  • ok. 200 g mąki orkiszowej razowej typ 1820 - ja użyłam żytniej
  • ok .150 g płatków owsianych górskich
  • 100 g ksylitolu lub cukru brązowego
  • ok. 1/4 szklanki mleka zwykłego lub roślinnego 
  • duża szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki przyprawy korzennej
 Płatki owsiane grubo zmiksować, dodać mąkę, proszek do pieczenia, ksylitol, sól i wymieszać. Wkroić masło w kawałkach i rękami wyrobić ciasto, po drodze dolewając mleka, aby uformować gładką kulę. Wstawić na pół godziny do lodówki. Rozwałkować, powycinać i ew. wystemplować kształty, piec 15-17 minut w 170 stopniach. 
 
Wraz z tym przepisem składam wszystkim najlepsze życzenia na nadchodzące Święta - dużo zdrowia i miłości, a szczęście wtedy samo się znajdzie. Rodzinnych Świąt!
 



środa, 8 listopada 2017

Batoniki owsiane w czekoladzie

Tym razem post na specjalne życzenie :-)

Odkryłam niedawno wspaniałą stronę Na pół słodko i skusiłam się na przepyszne, zdrowe batoniki owsiane. Skusiłam się oczywiście z myślą o moim dziecku, chociaż nie będę ukrywać, że to głównie ja wydzielam sobie po jednym do kawy :-). Jak miło zjeść coś bez większych wyrzutów sumienia!

Batoniki owsiane w czekoladzie
  • 165 g górskich płatków owsianych 
  • ok. 100 g suszonych daktyli lub 10 daktyli świeżych
  • 60 g wiórków kokosowych
  • 60 g masła migdałowego - zastąpiłam masłem z orzechów ziemnych
  • 3 łyżki płatków migdałowych - w wersji "dla Rudej" można zastąpić np. słonecznikiem z chia albo pominąć
  • 100 ml niesłodzonego mleka roślinnego (owsianego, jaglanego...)
  • 1/2 laski wanilii
  • polewa: 50 g gorzkiej czekolady (z kawałkami pomarańczy pasuje najlepiej :) ) + 1 łyżka oleju kokosowego
Daktyle suszone zalać wrzątkiem do namoczenia, daktyli świeżych moczyć nie trzeba. Płatki owsiane wraz z wiórkami kokosowymi uprażyć na patelni i wsypać do miski, dodać płatki migdałowe. Daktyle zmiksować na mus, dodać masło orzechowe, mleko roślinne i wanilię. Wymieszać dokładnie suche i mokre składniki. Przełożyć do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. W oryginalnym przepisie mowa jest o dwóch blaszkach 30 x 11, ja miałam jedną dużą, ale całe szczęście masa daje się dobrze formować i się nie rozpływa, uformowałam więc kwadrat o grubości niecałego 1 cm. Piec około 15-17 minut w 180 stopniach, odstawić do ostudzenia. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z olejem kokosowym, polać ostudzoną masę, pokroić na 20 kawałków i wstawić w foremce do lodówki. Jak czekolada zastygnie można przełożyć do pudełka, przekładając pergaminem. Można oczywiście batoników czekoladą nie polewać, również będą pyszne!